Własne mieszkanie - cześć 1 - poszukiwanie

Pomyślałem, by podzielić się paroma doświadczeniami zdobytymi przeze mnie i moją żonę przy szukaniu mieszkania. Być może komuś się przyda. Nie jest to wyczerpujące ujęcie tematu, a raczej luźne refleksje.

Pierwszą rzeczą, którą warto zrobić, to znaleźć biuro nieruchomości. Niestety, niewiele jest mieszkań sprzedawanych bez pośredników i by zobaczyć większość musimy być reprezentowani przez biuro. Jeśli nawet sami znajdziemy ofertę, to wtedy biuro pośrednictwa, które za nią stoi zażąda podpisania umowy (i zgarnie podwójną prowizję - od sprzedającego i od nas - kupujących). Warto sprawdzić, czy wybrane przez nas biuro posiada odpowiednie kwalifikacje.

Prowizja standardowo wynosi ok 3%, ale warto negocjować, bo przy kwocie np. 300tys. złotych każdy ułamek procenta to spora suma. Po podpisaniu umowy biuro zacznie wyszukiwać dla nas oferty wg zgłoszonych kryteriów. Myśmy nie do końca byli zadowoleni z propozycji nam przedstawionych, więc szukaliśmy na własną rękę. Serwisów oferujących ogłoszenia nieruchomości jest mnóstwo, więc nie będę ich tu wyszukiwał.

Gdy znaleźliśmy ciekawą ofertę, to przesyłaliśmy ją do biura i jego pracownicy umawiali nas na wizyty. Warto zwrócić uwagę na samą treść ogłoszeń i jakoś (oraz ilość) zdjęć. Szczególnie ważnym parametrem jest data publikacji. Warto zwrócić uwagę, że niektóre serwisy nie podają daty publikacji, tylko datę ostatniej modyfikacji. To coś innego, ponieważ biura co jakiś czas “odświeżają” oferty. Warto spróbować odszukać wcześniejsze lub inne wersje danego ogłoszenia. Tu już trzeba trochę sprytu i umiejętności korzystania z Google (cache) i archiwum internetu. Jeśli ogłoszenie długo “wisi”, to znaczy, że z jakiegoś powodu nie ma chętnych. Warto sprawdzić dlaczego. Czasem wskazówką może być też… data na zdjęciach.

Przygotowując się do oględzin każdego mieszkania drukowaliśmy zestaw zagadnień (wersja rtf i pdf), które są istotne przy wyborze lokum. Tutaj podziękowania dla koleżanki mojej żony - Agnieszki za notatki, na podstawie których powstała powyższa lista. Pokrótce omówię kwestie, które według mnie nie są oczywiste:

  • - instalacja elektryczna - czy jest aluminiowa (stara, źle) czy miedziana (nowsza, dobrze), czy jest uziemienie (trzecia żyła a nie mostki), czy kontakty nie są ponadtapiane czy osmalone, czy obciążenie jest sensownie rozłożone między liczniki,
  • - instalacja gazowa - jeśli jest junkers, to czy ma ważny przegląd, czy palniki palą się stałym i mocnym płomieniem,
  • - kuchnia / łazienka - czy ciepła woda po odkręceniu kurka pojawia się od razu (jeśli nie, to znaczy, że rury są stare i trzeba się liczyć z większym zużyciem wody), czy strumień wody jest silny,
  • - otoczenie - warto wybrać się samemu jeszcze raz i przyjrzeć się okolicy, jacy ludzie się kręcą, czy jest widno w nocy, czy nie ma hałasów.

Przy oglądaniu mieszkania trzeba się liczyć z tym (i być na to przygotowanym), że możemy być poddani manipulacji ze strony sprzedającego lub biura pośrednictwa przez niego wynajętego. Może to przyjąć formę luźnej wymiany zdań np.:
- To mieszkanie sprzeda się najdalej w ciągu dwóch tygodni.
- O tak, jest sporo chętnych.
Oczywiście, często manipulacja jest bardziej subtelna. Ważne, by samemu obejrzeć wszystko, a nie sugerować się tym, co się słyszy. Ciekawe było to, że w większości przypadków pośrednicy i sprzedający skupiali swoją uwagę na mojej żonie, a mnie zostawiali w spokoju. Dzięki temu mogłem w spokoju wszystko zobaczyć. Przy okazji: jeśli mieszkanie jest wynajmowane, to trzeba albo poprosić o umówienie się w czasie, gdy będzie puste, albo przemóc się i bez ceregieli zaglądać wszędzie. Jest to krępujące, ale w końcu mamy wydać nie małe pieniądze.

Po każdym spotkaniu wymienialiśmy się z żoną wrażeniami i co ważne robiliśmy to ponownie kolejnego dnia. Po przespaniu się często dostrzega się różne niuanse. Istotne jest, by nie nastawiać się bardzo na dane mieszkanie, bo gdy emocje wezmą górę, to trudno będzie podjąć racjonalną decyzję. Jeśli nawet ktoś nas ubiegnie (nam się tak trafiło), to warto szukać dalej, bo na pewno znajdzie się tak samo dobrą a nawet lepszą ofertę.

Jeśli udało nam się upatrzyć mieszkanie, to powinniśmy podpisać umowę przedwstępną, w ktorej między innymi ustala się wysokość zadatku. Przyjęło się, że wynosi on 10% procent wartości nieruchomości, ale przy obecnych cenach jest to naprawdę sporo pieniędzy, które (uwaga!) musimy mieć w gotówce przy podpisywaniu finalnej umowy. Bank dopiero po jakimś czasie zwróci je nam, jeśli bierzemy kredyt hipoteczny. Warto o tym pamiętać, by nie stracić płynności finansowej. Zasada jest taka, że jeśli odstąpimy od umowy, to zadatek przepada. Jeśli rozmyśli się sprzedający, to musi zwrócić nam dwukrotną wysokość sumy zadatku.

W następnej części opowiem o kredytach hipotecznych.

Jeśli macie więcej wskazówek lub jakieś uwagi do powyższego tekstu, to zapraszam do komentowania.

0 komentarzy do “Własne mieszkanie - cześć 1 - poszukiwanie”:


  1. Brak komentarzy

Dodaj komentarz: